Inny kapitalizm jest możliwy

Polska po 1989 roku przyjęła skrajnie neoliberalny kierunek transformacji. Poparły go prawie wszystkie wpływowe grupy polityczne i społeczne w przekonaniu, że „nie ma alternatywy”. Wysokie bezrobocie i rosnące nierówności społeczne, upadek polskiego przemysłu i ekonomiczne zacofanie kraju to efekty tego neoliberalnego dogmatyzmu. „Więcej rynku” brzmi recepta, którą przepisują nam politycy również dzisiaj. Rządzące PiS w tym jednym punkcie mówi zgodnie z PO i Nowoczesną, wtórują im Paweł Kukiz i postkomuniści. Nasi goście rzucili im wyzwanie i przekonywali, że inny kapitalizm jest możliwy.

 

Zapraszamy do wysłuchania debaty, w której wzięli udział:

Joanna Jurkiewicz, socjolożka i kandydatka na Sejm Partii Razem w Okręgu Toruńsko-Włocławskim,
Andrzej Szahaj, profesor filozofii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika,
Barbara Brzezicka, Rada Krajowa Partii Razem,
Wojciech Orliński, dziennikarz Gazety Wyborczej.

Joanna Jurkiewicz argumentowała, że cechą polskiego kapitalizmu jest zanik myślenia w kategoriach interesów ekonomicznych:

Duża część społeczeństwa jest podatna na retorykę odraczania przyjemności. „Teraz musicie być dojrzałym obywatelami, musicie zacisnąć pasa”. I tak właśnie od 26 lat zaciskamy pasa, żeby później doświadczyć dobrobytu. Ta retoryka jest diaboliczna, bo osoby, które udzielają takich rad, zaspokajają każdą swoją zachciankę.

Takie myślenie sprawiło, że Polska przoduje w wyścigu na dno. Rodzimy kapitalizm konkuruje głównie niskimi płacami:

Nie jest to strategia długoterminowa, tylko podcinanie gałęzi, na której się siedzi. W Polsce wynagrodzenia nie nadążają za wzrostem produktywności. Zaciskamy pasa, czekając na coś, co nigdy nie nadejdzie. Wydaje się, że „lepiej już było”. Nie rysuje się na horyzoncie żaden cel, do którego mielibyśmy dążyć.

Kandydatka na Sejm podsumowała, że Polska może wyjść z impasu, jeśli wyborcy będą głosować zgodnie ze swoimi interesami.

Barbara Brzezicka pokazywała specyfikę polskiej ekonomii, porównując ją do krajów, które obrały nieliberalny model rozwoju gospodarczego. Polacy chwalą się swoją przedsiębiorczością, prowadzą znacznie więcej firm niż Niemcy. To jednak właśnie nieobecność dużych przedsiębiorstw i wspólnej własności jest w dużym stopniu odpowiedzialna za niekonkurencyjność polskiej gospodarki, niskie wynagrodzenia i problemy pracowników:

Polscy przedsiębiorcy lubią o sobie myśleć, że są wielkimi dobrodziejami, którzy dają pracę. To jest popularny mit, że pracodawca daje pracę jakby był filantropem – jakby miał czegoś dużo i to rozdawał.

Wojciech Orliński przekonywał, że projekty skrajnie wolnorynkowe są utopijne:

W różnych krajach przez ostatnie 200 lat próbowano wprowadzić zasadę, że co „nie jest zabronione, to jest dozwolone”. Zwykle wycofywano się z tego projektu po kilkunastu latach. Maksimum, które wytrzymano, to 30 lat.

Andrzej Szahaj podkreślał, że są różne modele kapitalizmu. Polska miała nieszczęście przechodzić transformację w okresie, kiedy dominował model neoliberalny, anglosaski:

Myśmy adaptowali na początku lat 90. model anglosaski, który w zamierzeniu jest skrajnie wolnorynkowy. Zakłada brak jakiejkolwiek polityki w jakimkolwiek aspekcie naszego życia gospodarczego. Politycy prawicy, centrum i lewicy wierzyli, że rynek wszystko sam załatwi. Doskonałym przykładem tego, że nie załatwi, jest problem mieszkań w Polsce.

Profesor argumentował, że powinniśmy się zbliżać do modelu skandynawskiego i budować państwo dobrobytu – państwo opiekuńcze. Szahaj wyraził radość z powstania Razem. Mówił, że dotychczas brakowało w Polsce lewicy w stylu socjaldemokratycznym, która koncentruję się głównie na kwestiach ekonomicznych.