Za pracę należy się płaca, czyli wpisem do CV jeszcze się nikt nie najadł

Dzisiaj w Dzień Dobry Toruń można przeczytać felieton, który napisała Karolina Kozłowska, obecnie z zarządu Razem – Okręg Bydgoski, przez wiele lat związana z Toruniem. Karolina na przykładzie własnych doświadczeń opisuje jak często wygląda sytuacja młodych ludzi na polskim rynku pracy.


W pociągu spotykasz kolegę. Pracuje na infolinii. Nie, nie trzeba nic sprzedawać, odbiera się telefony od klientów. Nawet sto telefonów dziennie, jak się później dowiesz. Kolega zaniesie twoje CV, na pewno cię przyjmą, jest duża rotacja.

Skończyłaś studia. Obroniłaś się na piątkę. Temat swojej pracy magisterskiej musiałaś na początku zapisywać na dłoni, żeby nie zapomnieć wszystkich mądrych słów, które zawierał. Chętnie zrobiłabyś podyplomówkę, ale wiesz, że jeszcze nie teraz, nie stać cię, a rodzice nie mogą w nieskończoność cię utrzymywać. Znajdziesz pracę, wyprowadzisz się z wynajmowanego pokoju (pozostałe cztery osoby z twojego mieszkania są świetnymi przyjaciółmi ale trzeba kiedyś dorosnąć), trochę się odkujesz i pójdziesz na zaoczne.

Tymczasem szukasz pracy, nie byłaś naiwna, masz zawód, robiłaś darmowe staże, wiesz, że na rynku pracy nie jest łatwo. Pamiętasz, że w galerii sztuki, w której pracowałaś w poprzednim semestrze bardzo cię chwalili. Fakt, nie zaproponowali pracy po stażu, ale i tak miałaś na głowie magisterkę. Tak, wiesz, że nie zarobisz od razu kokosów, ale wszyscy tak teraz mają, z czasem będzie lepiej. Wysyłasz CV.

Wysyłasz też do innych galerii, bibliotek, centrów informacji turystycznej, biur podróży, wszędzie tam, gdzie pasuje Twoje wykształcenie albo doświadczenie – jesteś zapobiegawcza.

Cisza. Mama trochę się niecierpliwi, delikatnie sugeruje powrót do rodzinnego miasteczka, życie w mieście kosztuje, a ty nie masz pracy… Dzwonisz do swojej galerii. Pan dyrektor jest zachwycony. Właśnie przygotowują duże wydarzenie, ktoś taki jak ty by się przydał, masz wykształcenie, doświadczenie, przychodź, wolontariat czeka! Ale zaraz, jak wolontariat…? No wpisze sobie pani do CV, zdobędzie doświadczenie. Ale jeszcze przed chwilą byłaś doświadczona i wykształcona… Fakt, ta galeria ma prestiż, kochasz tę robotę, a jak to mówią, kto kocha to, co robi, ten ani jednego dnia nie spędził pracując! Przy okazji także nie jedząc, uświadamiasz sobie gorzko.

Nadal cisza. Przestajesz już ustawiać jakiekolwiek filtry w wyszukiwarkach pracy. Może nie warto było się tak ograniczać? Widzisz, że szukają młodych, do ciekawej pracy w dynamicznym zespole z atrakcyjnym wynagrodzeniem. Wysyłasz. Dzwonią! Zapraszają! Ołówkowa spódnica, nowe rajstopy, włosy spięte, stawiasz się na rozmowie. A właściwie stawiacie, bo jest was dwadzieścioro, za chwilę pojedziecie w teren, bo teraz tak się rekrutuje, a to nowoczesna firma! Szef namawia cię: opuść strefę komfortu! I przybija piątkę. Teren to mieszkania w kamienicach na Bydgoskim, rekrutacja to wciskanie staruszkom koszmarnie drogich pakietów telewizyjnych. Nie wiedziałaś, że twoja strefa komfortu to nieoszukiwanie starszych ludzi. Urywasz się po dwudziestu minutach.

Mama dzwoni, czy chcesz jakiś przelew. I czy nie wpadłabyś na weekend.

Jedziesz. W pociągu spotykasz kolegę. Pracuje na infolinii. Nie, nie trzeba nic sprzedawać, odbiera się telefony od klientów. Nawet sto telefonów dziennie, jak się później dowiesz. Kolega zaniesie twoje CV, na pewno cię przyjmą, jest duża rotacja. OK, płacą nie tak znowu fatalnie, fakt, że musisz założyć fikcyjną firmę, nie należy ci się chorobowe (przekonasz się o tym boleśnie, kiedy nie będzie cię stać ani na leki, ani na zwolnienie) ani urlop, ale będziesz tam chwilę, zanim nie znajdziesz czegoś lepszego.

Przez dwa lata odrzucasz fantastyczne oferty staży, bo za 800 zł nie opłacisz nawet pokoju (w sumie jest ok, bo mieszkacie w takim samym gronie jak dwa lata temu, tylko Gośka wróciła do rodzinnego Nakła). Czasami płaczesz, kiedy jesteś sama w tramwaju. Za miesiąc kończy ci się „mały ZUS”.

W kraju, w którym umowa o pracę jest luksusem; w którym pracuje się za długo za zbyt małe pieniądze; w którym każda próba wywalczenia lepszych warunków pracowniczych jest nazywana „roszczeniowością”, a za nadgodziny płacą kubkiem z logo firmy – taki scenariusz to paskudna norma. Biznesmeni wyzłośliwiają się, opowiadając jacy to młodzi są leniwi i roszczeniowi, jak żyją na garnuszku rodziców. Często są to te same osoby, które proponują darmowe staże i praktyki na pełen etat, lub w najlepszym razie umowę o dzieło (dzieło telemarketingu na przykład) za marne grosze.

Za pracę należy się płaca, wpisem do CV jeszcze się nikt nie najadł, uściskiem ręki prezesa nie da się opłacić rachunków. Każdy zasługuje na to, by mieć własną przestrzeń do życia, by mieć się w co ubrać, co zjeść i móc kupić książkę albo iść na koncert. To miasto, ten kraj należy do zwykłych ludzi, do absolwentek zarządzania, pielęgniarzy, nauczycielek, studentów matematyki, a nie do prezesów banków, którzy w dobie „kryzysu” zbierają gigantyczne odprawy, nie do CEO firm wyprowadzających podatki na Cypr. Polska musi być dla milionów, nie dla milionerów!


https://ddtorun.pl/pl/586_felietony/9848_kozlowska_za_prace_nalezy_sie_placa_wpisem_do_cv_jeszcze_sie_nikt_nie_najadl.html

SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Komentarze

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>